"Chwilkę" nie było mnie tu. Na Kvlt.pl pojawiły się za to moje recenzje kapel, których z pewnością nie znacie. Jedną z nich jest Duel ze Stanów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 22 maja 2016
piątek, 26 lutego 2016
środa, 17 lutego 2016
KVLT-owe recenzje - Ivy Garden of the Desert
Są takie płyty, których nie przesłuchałbyś nigdy, gdyby nie jakiś przypadek. Tak było u mnie z Ivy Garden of the Desert i ich albumem "Love Is Blood".
Etykiety:
Black Sabbath,
Bloood Is Love,
grunge,
Ivy Garden of the Desert,
kvlt,
kvlt magazine,
Nasoni Records,
recenzja,
recenzja płyty,
rock,
stoner,
stoner rock
środa, 10 lutego 2016
KVLT-owe recenzje - Callisto
Na KVLT Magazine pojawiła się moja recenzja wyśmienitej zeszłorocznej płyty Callisto o tytule "Secret Youth".
wtorek, 14 kwietnia 2015
Callisto – Secret Youth (recenzja)
"Secret Youth" to najlepsza płyta 2015 roku! Już teraz to wiem! Muzyka, jaką stworzyli chłopcy z Callisto, tak mocno przypadła mi do gustu, że słucham jej nieprzerywalne codziennie od wielu tygodni!
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
Beatsteaks - Beatsteaks (recenzja)
Beatsteaks został założony w 1995 roku w Niemczech. W swoim dorobku
posiadają siedem płyt. Ważnym faktem jest to, że drugi album zespołu o tytule „Launched”
został wydany w znanej amerykańskiej punkowej wytwórni Epitaph Records,
należącej do gitarzysty Bad Religion (swoje albumy wydawali tu na przykład:
Converge, Agnostic Front, H2O, Madball). Beatsteaks są doceniani w swoim kraju.
Potwierdzeniem tej opinii są trasy koncertowe z dwiema najsławniejszymi
kapelami okołopunkowymi z Niemiec – mowa tu oczywiście o Die Ärzte i Die Toten Hosen oraz liczne
nagrody. Na podstawie nowego albumu „Beatsteaks” chciałabym przedstawić,
dlaczego zespół ten wyróżnia się na tle innych, grających melodyjnego rocka.
środa, 16 lipca 2014
Lykke Li - I Never Learn (recenzja)
Lykke Li to dwudziestoośmioletnia wokalistka ze Szwecji. Do tej pory nagrała trzy albumy: "Youth Novels" w 2008 r., "Wounded Rhymes" z 2011 r. i tegoroczny - "I Never Learn". Pierwszy z nich był najbardziej wesoły, wyśpiewany charakterystycznym dziecinnym głosem Lykke Li. Teksty piosenek mówiły głównie o wielkiej miłości albo o samotności spowodowanej brakiem miłości. Miłość ta była dojrzewająca, dziecinna tak jak głos wokalistki. Na drugiej płycie zajerestrowane są piosenki o miłości czasem wręcz utopijnej, bez kresu, ogarniającej całe ciało, aż poza
granice tchu. Pojawiło się tu kilka kompozycji wolniejszych, kilka szybszych - podobnie jak na debiutanckim albumie. Najchętniej wracam do piosenki pod tytułem "Rich Kids Blues" z odegranym na klawiszach początkiem rodem z Type O Negative. Natomiast ostatni album "I Never Learn" opowiada o schyłku miłości, o uduszeniu się nią, a wręcz o zgonie kochającej kobiety przez bezwzględną, palącą jak piorun, miłość.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







